wtorek, 19 maja 2020

Jak to jest być matką? Początki. Oczekiwania vs rzeczywistość

jak to jest być matką? oczekiwania vs rzeczywistość

Hej kochani!

Zanim zostałam mamą wielokrotnie wyobrażałam sobie jak moje życie będzie wyglądać kiedy na świat przyjdzie nasze dziecko. Byłam ogromnie podekscytowana tymi zmianami, a urządzanie pokoju dla dziecka i kupowanie nowych ubranek to była najlepsza rozrywka. W ciągu swojego trzydziestoletniego życia opiekowałam się innymi dziećmi nie raz i nie dwa. I można powiedzieć, że byłam zaprawiona w boju. Przebieranie pieluchy nie było mi straszne, wydawało mi się też, że będę kochającą, ale dosyć stanowczą mamą i w kryzysowych chwilach nie wymięknę. No właśnie... fraza "wydawało mi się" mówi wszystko. Generalnie dużo mi się wydawało ;) Bez znaczenia czy jesteś już mamą, czy dopiero planujesz powiększenie rodziny zapraszam Cię gorąco do przeczytania poniższego tekstu. Skonfrontuję oczekiwania, które towarzyszą przyszłej mamie z rzeczywistością.

Przyszedł w moim życiu taki moment, że bardzo chciałam mieć dzieci, wręcz o tym marzyłam. I kiedy w ciąże zaszłam już sama moja reakcja na tę cudowną wiadomość znacznie odbiegała od wyobrażeń ;).  Jak to wyglądało naprawdę dowiecie się zaglądając TUTAJ.  Sama ciąża tez nie była pełna ćwierkających ptaszków, skakania po łące i wąchania kwiatków (czyt. nie była łatwa). Ale tu oczekiwań mieć nie mogłam bo nie znałam wcześniej tego stanu więc jest ok. Natomiast jeśli chodzi o opiekę nad niemowlakiem czy też trochę starszym dzieckiem już jakieś wyobrażenie miałam. Myślałam sobie: "co mnie może zaskoczyć?" Nawet nie wiecie jak bardzo moje wyobrażenia nie miały racji bytu.


Senny koszmar


Zawsze miałam tak, że podstawą egzystencji był dla mnie sen. To znaczy wiem, że dla większej części ludzkości tak jest, ale u mnie to już była skrajność. Jeżeli byłam niewyspana, a musiałam wstać rano do pracy to na ogół już cały dzień miałam rozsypany. Nie ten humor, nie ta koncentracja, nie ta kondycja, nie ten dzień. Mogłam wstać w sobotę nawet o siódmej rano bez najmniejszego problemu pod warunkiem, że w nocy smacznie spałam minimum siedem - osiem godzin. Uwielbiałam ten stan i nie potrafiłam sobie wyobrazić jak to jest przy niemowlaku, że tak często trzeba do niego w nocy wstawać. Wiecie co sobie wtedy myślałam? Że to niemożliwe. Że inne mamy na pewno nie mają tak źle, że pewnie przesadzają bo kto by funkcjonował gdyby przez rok czy dwa nie miał ani jednej przespanej nocy. Albo, że jeżeli dzieci im nie śpią to pewnie nie potrafią do nich umiejętnie podejść i że na pewno na każde dziecko jest jakiś sposób. Tak, tak właśnie myślałam. I jeżeli są tu osoby, które jeszcze nie wkroczyły w ten piękny czas zwany macierzyństwem i myślą podobnie to błagam przestańcie tak myśleć... nie ma co się łudzić. Nie będziecie spać. Oczywiście zawsze od reguły są wyjątki, ale Ty nim nie będziesz. A jeżeli jednak tak się zdarzy to gratuluję. Wygrałaś wszystko ;) Na pocieszenie każdej przyszłej mamie i tej, która obecnie cierpi katusze powiem, że to mija, jak wszystko. Ja nie spałam jakieś czternaście miesięcy, aktualnie przesypiamy całe noce - wstajemy razem z  kurami (w naszym wypadku z ptaszkami), ale noce już mamy pod kontrolą.


Piękna czy bestia

Doskonale pamiętam jak przed ciążą i w jej trakcie wydawało mi się, że mam mało czasu na zadbanie o siebie i na odpoczynek. A jednak praktycznie zawsze byłam ogarnięta więc na logikę skoro tak było, to czas na to musiałam mieć. Zawsze zrobione paznokcie, zadbane włosy (olejowanie i te sprawy), zrobiony makijaż i odpowiednio dobrany strój, aby czuć się schludnie i komfortowo, do tego oczywiście na ogół wyspana. Obiecywałam sobie wtedy, że kiedy urodzę córkę każdego dnia, ale to KAŻDEGO DNIA  znajdę czas na zadbanie o siebie czy nawet krótką drzemkę. Znajdę chwilę na makijaż, paznokcie i na przeczytanie książki. Znasz tę gadkę? "Kiedy dziecko śpi, Ty też śpij lub zrób coś miłego dla siebie bo zestresowana mama to zestresowane dziecko" (to drugie akurat ma w sobie sporo prawdy). Tu Cię muszę zmartwić - to prawie nigdy nie wychodzi. Zawsze jest inna robota do zrobienia i myślisz sobie wtedy: "jak tylko skończę to się położę i odpocznę" i w tym miejscu gwarantuję Ci, że nie zdążysz. Dzieci mają dziwny radar. Jak matka zmienia pozycję z pionowej na poziomą to znak, że trzeba wszcząć alarm. Nie wiem skąd to wiedzą, ale uwierz mi tak po prostu jest. Więc jeśli masz ochotę się położyć to po prostu to zrób. Już nie wspomnę o tym, żeby przez pierwsze kilka miesięcy życia z niemowlakiem znaleźć czas na zrobienie manicure, pedicure czy  chociażby peeling i balsamowanie ciała to graniczy z cudem. Dobra, znaleźć czas to jedno, ale znaleźć siłę to drugie. I jasne, istnieją też takie mamy, które od początku są zadbane i piękne (i bardzo im tego zazdroszczę), z tym, że trzeba pamiętać o tym, że na ogół mają wśród bliskich jakąś pomoc co bardzo dużo ułatwia. Więc jeśli z góry wiesz, że taką pomoc będziesz miała to jest duża szansa, że będziesz funkcjonować z ogolonymi nogami. Jeśli nie, możesz być pewna, że do południa będziesz chodzić nieuczesana i w szlafroku. a długi, gorący prysznic to już przywilej godny królowej. U mnie tak właśnie było. Najgorzej sytuacja wyglądała przez pierwszy rok. Wiecznie roztrzepana, strój dnia to najczęściej był strój kilku następnych dni a porządnie zrobiony manicure miałam tylko raz - na chrzciny mojej córki. Mija - jak wszystko - kiedyś wróci taki rytm dnia, w którym znajdzie się czas na Twoje przyjemności i potrzeby. Musisz mi uwierzyć. Jeśli by tak nie było, nie siedziałabym tu teraz i nie pisałabym tego tekstu ;)


Zgrabna jak sarenka


Zanim zaszłam w ciążę byłam bardzo aktywna. W pracy cały dzień na nogach, po pracy najczęściej trening w domu. Byłam przekonana, że kiedy wydam na świat moją córkę, z prędkością błyskawicy wrócę do formy sprzed ciąży. Przecież jaki to problem? W końcu obiecałam sobie, że znajdę dla siebie czas każdego dnia, więc równie dobrze trzy razy w tygodniu mogę poświęcić go właśnie na trening. Szkoda, że mój plan z poprzedniego akapitu (Piękna czy bestia) nie wypalił. Minęło półtora roku, a ja jeszcze nie wróciłam do figury sprzed. Na katastrofę w tym temacie składa się prawie każdy wymieniony podpunkt w tym tekście. Jak ogarniesz resztę, ogarniesz i to. 


Nic się nie zmarnuje

Chcesz czy nie, od momentu rozszerzania diety Twojego dziecka będziesz dojadać dużo resztek po jego posiłkach i to kilka razy dziennie. Będzie Ci szkoda notorycznie wszystko wyrzucać - taki los matki. Pewnie się domyślasz co najbardziej na tym ucierpi...  (patrz punkt "Zgrabna jak sarenka")


Dar z niebios

O tym, że dla każdej matki jej pociecha to największy dar niebios wiedzą wszyscy, ale żeby zaraz musiała wychwalać każdy najmniejszy postęp swojego dziecka to już przesada. Kiedyś myślałam, że ja jako jedna z tych przyszłych stanowczych i wymagających matek (niewiele z tych planów weszło w życie) nie będę szczebiotać z zachwytu nad swoim dzieckiem. Przecież każde niemowlę uczy się jeść, chodzić, mówić itd. Teoretycznie nie jest to nic nadzwyczajnego. Nie mogłam się bardziej pomylić. Piszczę i wychwalam pod niebiosa każdą nową umiejętność mojej córki. No bo przecież ona taka mała, a już tyle potrafi ;) 


Zabawy nie ma końca

Ostatni podpunkt na mojej liście. Nigdy nie miałam nic do matek, które swoim dzieciom gdzieś tam włączą bajkę czy dadzą tableta, ale tak sobie kiedyś myślałam, że ja nie będę zajmować tak swojego dziecka. Będziemy się bawić, czytać, układać puzzle, a takie gadżety jak komórka czy telewizor zostawimy na inny czas (oczywiście nie bez ograniczeń) kiedy córka podrośnie. Możesz przestać się łudzić, że tak będzie. Zmęczona sprzątaniem całego domu, albo próbująca coś ugotować czy chociażby umyć włosy włączysz bajkę. Gwarantuję Ci to. Dzieci są bardzo absorbujące i bywają takie momenty, że jeśli nie zajmiesz na chwilę czymś tej słodkiej małej główki to nie przebrniesz przez ten dzień. U nas  faktycznie dużo czytamy i razem spędzamy czas, ale bywają dni, że bez włączenia ulubionej bajki nie zrobiłabym nic! Co prawda z tableta i komórki nie korzysta, zdecydowanie jest na to za mała, ale już z telewizora od czasu do czasu tak. I szczerze - jeżeli nie siedzi wpatrzona w bajkę zbyt długo, a przy tym ma wiele innych ciekawych aktywności w ciągu dnia to nie widzę w tym nic złego.



Podsumowując zanim założyłam rodzinę myślałam, że dziecko nie wywróci do góry nogami całego mojego życia. Przecież to taki oklepany tekst - tak się tylko mówi... Otóż nie... nie ma szans na to, że będziesz żyć jak dawniej. Od momentu pojawienia się tej małej istoty, nic już nie będzie takie samo. Każdą chwilę w Twoim życiu będzie wypełniać myśl o Twoim dziecku. Tak już jest.

Czytając powyższy tekst możesz pomyśleć, że posiadanie potomstwa to nic miłego... Ale ja Ci powiem, że jest  to stan warty każdej nieprzespanej nocy i każdego dodatkowego kilograma. I każdego dnia spędzonego jak ostatnia fleja też! Bycie mamą to najlepsze co mnie w życiu spotkało, a dziecko (jak już przebrniesz przez te pierwsze miesiące) może być dla Ciebie ogromną motywacją do działania. Oczywiście tekst jest napisany pół żartem pół serio, choć myślę, że jest w nim sporo prawdy :) Niemniej jednak proszę potraktuj go z przymróżeniem oka. Jestem ciekawa czy miałyście podobne odczucia porównując "przed i po"?  A może macie ochotę dołożyć do tej listy jakiś inny podpunkt, który Was zaskoczył w macierzyństwie. Zachęcam do dzielenia się Waszymi przemyśleniami w komentarzach poniżej.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Hej! Jeśli masz jakieś uwagi, polecenia lub pytania śmiało pisz!

Copyright © Siedem po jutro , Blogger